Zagłada kultury popularnej

Zwykło się czasem mówić o czymś takim jak kultura wysoka. Zazwyczaj kojarzy się to z balowymi sukniami, sonatami Chopina, ładnymi żyrandolami lub dramatami Goethego. Ale mówi się też czasem o innej kulturze – tej z Big brother’em, teledyskami Katie Perry i książkami Paulo Coelho – tzw. kulturze niskiej, którą my się dzisiaj zajmiemy.

Kulturę niską częściej nazywa się kulturą popularną (pop culture), żeby nikt nie poczuł się urażony. Co ją odróżnia od wysokiej? Nie chodzi, rzecz jasna, o węższe lub szersze grono odbiorców, ani o to, że jednej zażywa się w operze, a za pośrednictwem TV. Popkultura przede wszystkim powiela i zaspokaja; przyjmuje pewną wizję człowieka i próbuje na jego potrzeby (masowo) odpowiadać. Jest więc nastawiona na przedmiot: kompozytor wytwarza przyjemne dźwięki, architekt projektuje zgrabny budynek, a webmaster przejrzysty portal internetowy – to są typowe efekty kultury popularnej, zamierzone na to żeby dostarczyć rozrywki i zaspokajać potrzeby, najczęściej robiąc to masowo.

Natomiast kultura wysoka jest czymś nieco innym: ona też może wzbudzać w nas podniosłe stany ducha, lecz w zamierzeniu ma nakłaniać nas do refleksji nad sobą – ma na nas wpłynąć w ten sposób, żeby wzbudzać pytania o to kim jesteśmy lub kim powinniśmy być; ma służyć głębszemu rozumieniu siebie (orientacja na podmiot), a nie tylko dostarczać wielkich wrażeń (orientacja na przedmiot). Chodzi więc o rozwijanie się jako człowieka, odkrywanie go w sobie, a nie tylko o zapewnianie podniosłych stanów ducha. Tym się różnie te dwie kultury: jedna ma już pewną wizję człowieka i dostarcza mu rozrywek, a druga próbuje znaleźć odpowiedzieć na pytanie kim jest człowiek.Tyle z wstępnych rozróżnień, przejdźmy teraz do krytycznej analizy popkultury.

Poczynimy kilka uwag, które prima facie wydają się trywialne, jednak mogą doprowadzić nas do ciekawych wniosków. Dodam jeszcze, że mówiąc o popkulturze nie odnoszę się do wszystkich jej dzieł, lecz raczej do coraz bardziej dominujących w niej prądów.

Kultura popularna jest:

  1. wulgarna
    Do tego wcale nie trzeba być wnikliwym obserwatorem – wystarczy obejrzeć pierwszy lepszy teledysk, hollywoodzki film lub, o zgrozo, reality show. Co tam zobaczymy? Płytkie mechanizmy, powielone po raz tysięczny schematy (kolejna odsłona Bonda lub nowy sezon M jak miłość chyba niczym nas nie zaskakują?), ponadto chamski język, nierzadko spotęgowana i bezsensowna przemoc.
    Co więcej, ogromna część dzieł popkultury jest na wskroś przesiąknięta seksem: wydaje się, że reklamy, literatura, filmy, obrazy, moda, a nawet architektura po prostu nie mogą się obyć bez wulgarnej erotyki (zob. kampanię społeczną na ten temat).
    Zjawisko to nazywane jest hiperseksualizacją i rzeczywiście ma miejsce – nasza kultura jest zdominowana przez wulgarny seks: dwuznaczne lub jawnie sprośne żarty w porannych programach TV i grupowe zabawy erotyczne live wieczorem, prężące się półnagie kobiety na reklamie z ołówkami  lub „masturbowanie” wiolonczelistki podczas gry na wiolonczeli w filharmonii? Proszę bardzo! Oczywistym skutkiem takich działań jest stopniowe wypaczanie naszego obrazu świata i sposobu zachowania się w stosunku do innych. I nie sądzę żeby kiedykolwiek w historii wystąpiło to w takim stopniu jak dziś, ani żeby to oznaczało coś dobrego – psychologowie wskazują na intelektualne i emocjonalne kalectwo młodych ludzi oraz ich niezdolność do budowania trwałych relacji lub „zdrowego” przeżywania swojej seksualności.
  2. bezideowa i bezwartościowa
    Najlepszym tego wyrazem są celebryci – przyglądając się profilowi celebryty przed 50-cioma laty i dzisiaj, możemy zauważyć jedną różnicę: kiedyś celebrytą/ką zostawała osoba utalentowana, taka, która zyskiwała sobie rozgłos poprzez swe niebywałe umiejętności. Dzisiejszy celebryta wcale żadnymi talentami cechować się nie musi – wystarczy skandal i odpowiedni sztab PR-owy. Nasi celebryci, którzy zostają idolami kształtującej się dopiero młodzieży to (w niemałej części) wulgarni i narcystyczni skandaliści, którzy nie tylko nie przedstawiają żadnych godnych podziwu talentów, ale również nie pociągają żadnymi wzniosłymi ideami. W rezultacie mamy szereg beztalenci, zdominowanych przez płytką ideologię, którzy nawet nie potrafią się spójnie wysłowić – to oni zostają idolami młodego pokolenia.
  3. depresyjna
    Badania z 2010 roku pokazały, że starsi ludzie oglądający TV dwie godziny dziennie i więcej w zdecydowanej większości choruje na depresję (źródło). Depresja to nie wszystko – od prawie dziesięciu lat mamy stale i szybko wzrastającą liczbę samobójstw wśród młodych ludzi (link). Zaskakujące jest też to, że krajem przodującym w tych statystykach jest Szwecja, a przecież Sztokholm to najlepszych do życia miast na świecie (ranking Mercera). Skąd taka popularność samobójstw w kraju, w którym niczego nie brakuje? Przyczyny można upatrywać w tym, że wartości, którymi karmi się masy to pseudo-wartości (popularność, przyjemność, niezależność…), gdzie prawdę zastępuje poprawność polityczna, a miejsce autorytetów zajmują celebryci. W takim świecie naprawdę musi być trudno żyć.
  4. monotematyczna i sterylna
    Nie chce tworzyć kolejnego argumentu za tym, że kiedyś było lepiej, bo nie to jest moim celem. Chciałbym tylko zaznaczyć jedną ważną różnicę: zazwyczaj równolegle do kultury dominującej istniały kontrkultury, które ścierały się, oczyszczały i rozwijały ją.
    Ale nasza kultura popularna nie ma opozycji – wszystko jest nią i w niej. Nawet anty-mainstreamowe nurty wpadają w wytoczone dla nich tory, a wszystko się akceptuje w ramach uniwersalnego konformizmu. Wszystkich i wszystko się toleruje, nie toleruje się zaś tylko nietolerancji. Niegdyś takie nurty jak rap, punk, czy metal kwestionowały popkulturę. Dziś są one jej częścią – już wcale nie dziwią nas raperzy w otoczeniu nagich kobiet śpiewający o sławie, łatwych przyjemnościach i szybkich samochodach.
    Mamy więc wszędzie tych samych lub podobnych sobie ludzi, którzy śpiewają piosenki/nagrywają filmy pisane przez tych samych ludzi, które opowiadają o tym samym nierzadko w ten sam sposób. Nie chcę być źle zrozumiany – nie piętnuje wszystkich puszczanych w radio piosenek, czy programów telewizyjnych; mi też wpadają przecież w ucho. Chcę tylko zwrócić uwagę na  ich przesłanie – jeśli przysłuchamy się uważnie, to zauważymy, że w większości mówią o tych samych rzeczach, które sprowadzają się do prymitywnych potrzeb (chęć posiadania, seks, przemoc etc.).
  5. martwa
    Kultura popularna odrzucając wszelkie wartości, wokół których sama powstała, przynosi śmierć. W przenośni i dosłownie. W przenośni, bo podcina własne korzenie, pozbawiając nas tożsamości i zakotwiczenia w tradycji (której nota bene jeszcze na dobre nie odkryliśmy).
    Zaś dosłownie dlatego, że większość ekstremistów islamskich terroryzujących zachodnią cywilizację chce zniszczyć właśnie popkulturę:  ten bezwartościowy, bezideowy, pełny wulgaryzmu, śmiesznej poprawności, absurdu i skandali twór, którego ikoną jest Lady Gaga lub transseksualista. Problemem nie jest rozwinięta cywilizacja z kulturą bogatą w kapitał intelektualny i moralny, lecz problemem jest właśnie kultura popularna.
    I chyba nie ma się co dziwić ekstremistom – któż by nie chciał się chronić przed taką toksyczną i degenerującą kulturą?Jeszcze jedna rzecz. Jeżeli przestudiujemy historię różnych kultur i cywilizacji, to zobaczymy, że kultury, które zaczęły kwestionować same siebie nie oferując nic w zamian, ginęły pochłaniane przez inne, mocniejsze kultury, które w sposób naturalny ją wypychały.

Padło tutaj wiele słów krytyki na temat na temat kultury, w której na co dzień żyjemy, myślimy i oddychamy nią – piszący te słowa nie jest wyjątkiem: mi też podobają się niektóre utwory zespołu Coldplay, też lubię film Braveheart, też noszę trampki-conversy i też czytam Wiedźmina – a przecież to wszystko popkultura, więc jak?

Nie zamierzam demonizować, ani dewaluować wszystkich dzieł kultury popularnej. Raczej proponuję, żeby zwrócić uwagę na to, co poszczególne jej dzieła oferują, co za nimi stoi i co im przyświeca – czy jest to kolejny spłycony i wulgarny utwór z przesłaniem Drive hard, die young albo Keep calm and have sex? Jeżeli zrobimy krok w tył i poddamy rozsądnej analizie kulturę, w której przyszło nam żyć, to zobaczymy, że nasza cywilizacja, zdominowana prawie całkowicie przez popkulturowe nurty, jest śmiertelnie chora.

Czy można coś temu poradzić? Nie znam odpowiedzi – może droga wiedzie właśnie przez kulturę wysoką? Może zamiast skandali, wyuzdania, plastiku i blichtru potrzebujemy wrócić do tego, co naszą cywilizację stworzyło – do kultury intelektualnej, moralnej skupionych wokół człowieka godnego i wolnego? Ale przecież to tylko szumne hasła.

1 komentarz


  1. ·

    Nie chodzi o zastapienie swiata popularnego swiatem niepopularnym (!), ale o tworczosc ludzi, ktorych horyzont przekracza tzw. swiat w ogole, ktora jest skrojona na metafizyczna miare (czyli miare naszej wewnetrznej tajemnicy). Podstawa kultury popularnej jest bowiem pojecie swiata jako bezapelacyjnie doczesnego. Wynika to wprost z przyjmowanym bez oporow kultem obiektywnosci, rzekomo gwarantujacym prawde. Ze szkoda dla duchowosci – i gŁebszej kultury wŁasnie, tej zdobywanej w zmaganiu sie o samego siebie…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *