Po co nastawiamy budziki?

„Alarm zostanie włączony za 6h 23 min”. Zgaszone światło, cisza, poduszka. A rano tradycyjny rytuał: golenie, kawa, prasowanie i bieg na tramwaj. Potem długie osiem godzin, zakupy, wieczorne piwo lub książka i znowu poduszka, prasowanie itd. Po co? To pytanie jest przecież tak bardzo na miejscu, a my w ogóle go sobie nie stawiamy – no więc po co robimy te wszystkie rzeczy?  

Stawiane pytanie dotyczy motywacji – tego, co sprawia, że wstajesz, idziesz, robisz itd. W filmie Collateral Beauty Will Smith trafnie nazwał motywację słowem „Why”. Możesz się więc spytać czym jest twoje „Why”? Dla-czego lub dla-kogo chodzisz do pracy, która wypełnia tak dużą część twojego życia? Bo przecież to nie jest tylko 40 godzin w tygodniu; oprócz czasu w pracy, trzeba też dodać ilość czasu poświęconego odpoczynkowi po pracy, rozmyślaniach o niej oraz nieprzeliczalną wagę jaką jej nadajemy, identyfikując przez nią siebie i innych. Ale o tym kiedy indziej. Wróćmy do pytania o motywację do pracy.

Przez ostatnie miesiące zadawałem to pytanie różnym ludziom pracującym w różnych zawodach i otrzymałem przeróżne odpowiedzi, które układają się w pewien schemat. Jeśli zaś moje spostrzeżenia są słuszne, to możemy w ten sposób odkryć nie tylko sposób na budowanie motywacji w pracy, ale dowiedzieć się czegoś o człowieku.

Dlaczego chcemy pracować? 

Na podstawie odpowiedzi udało mi się wyróżnić trzy kategorie motywacji do pracy, a może trzy poziomy w motywacji – lub jeszcze inaczej – trzy różne „why”, które składają się na motywację do pracy. A zatem jaka praca nas motywuje?

  1. Dochodowa, czyli taka, która przynosi zysk. Przede wszystkim pociąga nas wymierna korzyść z pracy, to banalne. Zyskiem równie dobrze może być stabilizacja, bezpieczeństwo bliskich lub jakiś prestiż społeczny związany z danym zawodem.
  2. Ciekawa i rozwijająca, czyli taka, której możemy „dać się pochłonąć”, którą możemy się interesować i przede wszystkim, w której możemy się rozwijać.
  3. Dobra, czyli taka, która czyni świat lepszym – wg osobistego poglądu. Znaczy to, że chcemy aby wykonywana praca nie tylko zgadzała się z naszym światopoglądem, ale wręcz go urzeczywistniała. Jeżeli czujemy w życiu jakąś misję do spełnienia, to właśnie o niej mowa – chcemy aby nasza praca coś naprawdę sensownego przynosiła.

Warto tu od razu poczynić kilka uwag. Nie każdy przyzna się do drugiego lub trzeciego punktu – są wszak ludzie, którzy mogą pracować gdzie bądź byleby zarabiać pieniądze, bez względu na to, czy jest to zajmujące, bądź czy mogą się w tym rozwijać (z innych powodów niż zdobycie podwyżki). Podobnie niektórzy mogą stwierdzić, że ich praca wcale nie musi być dobra, lecz tylko dochodowa i rozwijająca. Dlatego wspomniałem o poziomach motywacji – niektórzy czerpią motywację tylko z jednego poziomu, inni z dwóch, a jeszcze inni z trzech. Trudno jednak byłoby myśleć o wyższych poziomach (rozwój) nie zaspokajając jej niższego poziomu (dochód) – stąd możemy powiedzieć, że wyższy poziom zakłada niższy.

O motywacji rozwojowej możemy mówić wtedy, gdy ktoś szuka pracy pokrewnej jego pasji, która byłaby zajmująca i rozwijająca. To wcale nierzadki przypadek – sporo ludzi, gdy tylko ma zapewniony pewien standard życia i zabezpieczenie, zaczyna się zastanawiać nad robieniem tego, co ich pasjonuje i szukaniem tego, co ich rozwija.

Natomiast o ostatnim rodzaju motywacji sam miałem okazję się ostatnio przekonać – zarabiając wystarczającą ilość pieniędzy do zadowalającego poziomu życia, robiąc rzeczy ciekawe i mocno rozwijające, zauważyłem, że czegoś mi w mojej pracy brakuje. Obserwację tę poczyniłem też u innych ludzi – pomimo tego, że ich praca była dochodowa, rozwijająca i ciekawa, to brakowało im czegoś. Nie wystarczało im to jak wykonują pracę, ale ważne było to, czy jej efekt jest dobry wedle ich światopoglądu, innymi słowy czy czynią świat choć trochę lepszym.

Naprawdę dobra praca?

Może lekarze, nauczyciele albo pisarze wzniosłych książek mogą mieć poczucie, że ich praca może przynosić dobro. Ale co z pozostałą częścią ludzi? Hydraulicy, projektanci samolotów, bankierzy, piłkarze – co jeśli któreś z nich zapragnie, aby jego praca nie tylko się sprzedawała, przynosiła dobro?

Oczywiście nie w tym rzecz, aby wszyscy zostali lekarzami czy strażakami. Jak wspomniałem, nie wszyscy uznają w ogóle tę trzecią motywację. Zaś ci, którym faktycznie brakuje dobra w ich pracy (bo pracują w fabryce śrubek lub prowadzą księgowość) radzą sobie z tym wykonując jakieś dodatkowe prace po godzinach, które są rozwijające lub czynią ich otoczenie otoczenie lepszym.

Tym dość prostym schematem trzypoziomowej motywacji możemy najprościej wyjaśnić to, że różne rzeczy motywują ludzi do pracy. Widać stąd także, że człowiek oprócz potrzeb podstawowych, ma potrzebę rozwoju (którą można interpretować jako mechanizm ewolucyjny) oraz sensu (co jest jego najbardziej specyficzną wśród innych zwierząt cechą). Wówczas homo oeconomicus staje się homo metaphysicus – zwierzęciem myślącym, które w swoim życiu potrzebuje sensu.

Jak więc najlepiej budować motywację swoją lub pracownika? Odpowiedź wydaje się teraz dość prosta: uwzględniać wszystkie trzy poziomy: upewnić się, że praca nie tylko będzie dochodowa oraz ciekawa i rozwijająca, ale jeszcze przynosząca dobro, które sie rozumie. Wtedy możemy być pewni, że wszystkie nasze „why” są usatysfakcjonowane, a budzik nie będzie miał już takiego przykrego dźwięku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *