O równości

Drogi Ty,

Égalité to nie tylko jedno z haseł rewolucji francuskiej, ale słowo, które i dzisiaj rodzi wiele problemów. Poza tym, że wzniośle brzmi, niesie za sobą same nieporozumienia. Powstało wiele mitów, które wykrzywiają to, czym równość jest. A nasze filozoficzne zadanie polega na wyjaśnianiu pojęć i obalaniu mitów.

Omówię tylko dwa najbardziej popularne zabobony – warto o nich wiedzieć, bo dość głęboko przeniknęły do umysłów mas. Mit pierwszy brzmi:

Wszyscy ludzie są równi.

Nic bardziej mylnego. Ludzie są nierówni, a wyznawanie równości jest jakąś dziwną wiarą, która prowadzi do ideologii. Rozejrzyj się. Są ludzie młodzi, głupi, niedołężni, zdolni, inteligentni, starzy, silni etc. Mamy różne predyspozycje i różne szanse ich rozwijania. Nie jesteśmy równi.

Jest to jednak pewne założenie demokracji, która nie mogłaby bez tego funkcjonować. Jest przecież równość pomiędzy OBYWATELAMI (pod względem ważności głosów, sprawiedliwego procesu sądowego etc). Tutaj mamy do czynienia z pożyteczną konwencją dotyczącą pewnej grupy ludzi w określonym miejscu (np. Polaków w Polsce). To jednak nie stwierdzenie jakiejś uniwersalnej równości pomiędzy ludźmi.

Może chodzi o to, że wszyscy mamy równe możliwości? Ale to przecież nieprawda – są ludzie bardziej i mniej utalentowani. Ktoś musi ciężko pracować żeby sobie coś przyswoić, ktoś inny już to ma. Co więcej, taki pogląd niesie za sobą przerażające skutki. Pomyśl o ludziach, którzy mają trochę większe możliwości od innych. Co z nimi? Równa się ich do średniej? Nonsens.

Równość szans? Też klapa. Sam wiesz, ile zależy od tego gdzie i kiedy się urodziliśmy i wychowaliśmy; ile zawdzięczamy temu, w jakie otoczenie trafiliśmy oraz ile zależy od dobrej szkoły, do której nie wszyscy przecież mogli chodzić. Nie mieliśmy i nie mamy równych szans.

Nie da się więc rozumowo udowodnić tej tezy – chyba, że wmieszamy w to Boga, który ma takie i takie własności. Tego jednak robić w filozofii nie można. Ludzie nie są równi. Przejdźmy do mitu nr 2:

Wszystkich ludzi trzeba traktować równo.

Bzdura. Każdemu potrzebującemu trzeba pomóc – to oczywiste, ale nie wszystkim pomóc możemy. Wybieramy więc ludzi, którym pomagamy, a którym nie; i robimy to wg jakiejś hierarchii. Nawet wierzący chrześcijanin nie powinien traktować wszystkich równo.

Mając do wyboru pomaganie rodzinie i pomaganie obcym ludziom, zawsze wybierzesz bliskich. Nie tylko dlatego, że darzysz ich sympatią; pierwszeństwo pomocy rodzinie to jest de facto Twój obowiązek. Nie traktujemy wszystkich równo, lecz wg jakiegoś stopniowania: rodzina, sąsiedzi, rodacy, cudzoziemcy, kosmici etc. To jest naturalna kolej rzeczy.

Konkluzje: (1) nie dysponujemy żadnym sensownym argumentem za tezą, że WSZYSCY ludzie są równi – to tylko górnolotna idea, w imię której zginęło sporo ludzi; (2) traktowanie wszystkich ludzi równo (tj. tak samo) to nie tylko głupota, ale i niesprawiedliwość.

J.

1 komentarz

  1. Tomek
    ·

    Fajnie jest mieć filozofa w rodzinie. Taka tam wolna konkluzja 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *