O religii statycznej i dynamicznej

Drogi Ty,

Często stykam się z bardzo różnymi wizjami religii czy wiary wśród wyznawców tej samej religii. Chcę Ci dziś napisać o dwóch skrajnych koncepcjach wewnątrz jednego wyznania, na przykładzie katolicyzmu. Zarówno za jednym jak i drugim zapatrywaniem się na religię stoją słuszne racje, choć – jak będę chciał Ci pokazać – żadna z tych opcji nie jest wystarczająca. Chcę Ci zaproponować połączenie tychże dwóch konceptów jako wzajemnie się dopełniających.

Pierwszy biegun to wizja religii statycznej, czasem nazywanej naturalistyczną. W takiej koncepcji, (proponowanej przez J.M. Bocheńskiego OP) nacisk kładziony jest na tradycję religii; na instytucję Kościoła, credo i dogmaty. Bóg jest dany tutaj tylko pośrednio; dostępny dla wierzącego przez Pismo święte lub wspólnotę modlących się. A zatem wierny nie ma żadnego mistycznego dostępu do Absolutu, lecz powinien raczej ograniczać się do sakramentów czy liturgii (rytuałów).
Jak już pewnie widzisz taka wizja jest zagrożona redukcjonizmem: to znaczy, że można sprowadzić całą religię/wiarę tylko do tych zewnętrznych znaków, nie próbując zrozumieć tego na co ona wskazuje.

Druga skrajność to tzw. religia dynamiczna, zwana także spirytualistyczną. Z kolei w takiej wizji dużo mocniej akcentuje się osobistą relację z Bogiem. Zatem Bóg jest kimś, kogo możemy bezpośrednio doświadczyć i to właśnie mistyczne przeżycie jest budulcem wiary, no i w rezultacie religii. Z tego jednak wynika, że te prywatne doświadczenia Boga nie mogą być przełożone na język powszechny – nie można ich wyrazić w słowach. Taka koncepcja katolicyzmu jest bliska protestantyzmowi, przez co częściej można spotkać ją spotkać na zachodzie Europy [H. Bergson lub J. Maritain].
Może już domyślasz się jakie niebezpieczeństwo wisi nad taką koncepcją; przecież bardzo łatwo uznać wtedy instytucję Kościoła, sakramenty i innych wierzących za zbędnych we własnym rozwoju duchowym. No bo przecież najważniejsze jest Twoje Ja-Ty z Bogiem, o którym nie potrafisz rozmawiać z innymi.

Jak już wspomniałem obie wizje są słuszne. I obie błędne. Wydaje się, że trzeba je w jakiś sposób połączyć, gdyż każda z nich wnosi dużo dobrego do tego, o czym tu rozprawiamy.

Po pierwsze, religia statyczna nie jest samowystarczalna; religia to nie tylko to co widać i słychać. Musi się ona odwoływać do Twojej prywatnej relacji z Bogiem. Bez tego nie może ona się ostać. Dla przykładu zacytuję jezuitę, G. Kramera, który swoje rekolekcje zaczyna od słów: „To wszystko co ja tu powiem jest nic niewarte, jeśli Ty po powrocie do domu nie będziesz się modlił”.
Jednakże, (po drugie) nie możemy sprowadzić religii tylko i wyłącznie do tego, co przeżywasz wewnątrz siebie, tak jak religia dynamiczna chce. Każda wiara, osobiste Ja-Ty z Bogiem, musi być wypowiadana i dzielona między wiernymi. I do tego potrzebne są te rzeczy, które zawiera religia statyczna: credo, sakramenty, wspólnota – czyli religijna gra językowa. Innymi słowy, każdy wierny potrzebuje wspólnoty wiernych, która będzie punktem odniesienia do tego, w co się wierzy i jak się żyje.

Jak widzisz, Mój Drogi, żadna ze skrajności nie jest dobra, choć obie są niezbędne do tego aby w pełni uchwycić czym jest religia. Wiara (katolicka) nie może być ani zredukowana do jej zewnętrznych rytuałów, ani także do ściśle prywatnego dialogu z Bogiem. Konieczne są oba bieguny, które jak widzisz, wzajemnie się uzupełniają.

J

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *