O polskiej tożsamości

Drogi Ty,

Analizując współczesne rozumienie polskości możemy wyróżnić dwie skrajne tendencje: pierwsza, nacjonalistyczna par excellence, druga kosmopolityczna. Jedna podnosi naród do rangi bożka, druga rezygnuje z takich słów jak naród, czy Ojczyzna na rzecz ponad-narodowej wspólnoty. Która z nich jest słuszna? A może jest jakiś inny sposób rozumienia polskości?

Kosmopolityzm
Od kilkudziesięciu lat możemy zauważyć, że poczucie przynależności do narodu polskiego ustępuje przynależności do wspólnoty europejskiej (np. UE). Ideał jest naprawdę piękny – celem jest budowanie mostów pomiędzy całkiem różnymi sobie narodami i kulturami. Przechodzenie ponad krzywdami ku wspólnemu dobru. I to jest piękne, tego nam Polakom ciągle potrzeba: dobrej pamięci, otwierania się na nowe, a także chęci budowania Europy razem z innymi.

Jednak to otwarcie na nowe może przerodzić się w zatracenie tożsamości z narodem. Takie życie ideami z piosenki Imagine Johna Lenona każe zapomnieć o patriotyzmie, Ojczyźnie i im podobnych. Wszak liczy się wspólnota międzynarodowa. A przecież, naród jest (zaraz po rodzinie) naturalną wspólnotą, której człowiek – animal sociale – potrzebuje. Jan Paweł II uczył, że naród jest wspólnotą nie do zastąpienia, bo to właśnie naród daje nam tożsamość. Tylko wtedy, gdy mamy poczucie przynależności do jakiegoś narodu, jesteśmy w stanie budować dialog z innymi narodami. Podstawą budowania zdrowych relacji pomiędzy społeczeństwami jest więc tożsamość narodowa. To jednak również może ulec zniekształceniu i przejść w skrajność, czyli …

Nacjonalizm?
Przez nacjonalizm rozumiem uznawanie tylko dobra własnego narodu i dążenie do niego za wszelką cenę – nie licząc się z dobrem innych narodów. Niepokojące jest to, że to poczucie wyższości można dziś również zaobserwować w naszym polskim ogródku.

Takie rozumowanie zazwyczaj wychodzi od bardzo dobrych i koniecznych dla nas rzeczy – przywołuje wielkie wydarzenia historyczne, buduje w nas dumę z bycia Polakiem/Polką i nawołuje do budowania Wielkiej Polski. To piękne i konieczne idee: taka postawa jest bardzo potrzebna wszystkim Polakom. Musimy poznawać naszą bogatą historię i wspaniałą kulturę (w tym naukę, sztukę i technikę). Musimy zacząć być wreszcie dumni z tego, kim jesteśmy. W ten sposób możemy budować tożsamość narodową – braterstwo i pamięć, które wcale nie muszą prowadzić do konfliktów z innymi narodami.

Jednak historia ubiegłego wieku dała nam wystarczająco przykładów niebezpiecznych ideologii zbudowanych właśnie na dumie i tożsamości narodowej, które przeszły w poczucie wyższości. A przecież można czuć solidarność ze swoimi rodakami bez poniżania innych. Można cenić swój kraj i rozwijać go bez wyzyskiwania sąsiednich krajów. I wreszcie, można budować Wielką Polskę, bez niszczenia innych narodów.

Te dwie skrajne tendencje, kosmopolityzm i nacjonalizm, często dominują nasz sposób myślenia na ten temat. Rozumowanie tego typu, ta dychotomia, która każe nam myśleć w kategoriach prawy-lewy, czarny-biały, nacjonalistyczny-kosmopolityczny itp. jest błędne. I choć w obu podejściach jest nieco słusznej intuicji, to jednak oba są niebezpiecznymi ideologiami. Czy jest więc jakaś trzecia droga?

„Świadomość tożsamości, wolna od mani wyższości”

– powiedział Franciszek podczas ŚDM. Tylko dzięki niej możemy budować większe wspólnoty i tylko dzięki niej możemy tworzyć zdrowy dialog z innymi narodami i kulturami.

Jak budować taką tożsamość? Przez rozwijanie w sobie cnoty patriotyzmu (zob. analizę pojęcia), która wzywa nas do aktywnego działania, ale jednocześnie przyznaje innym narodom takie samo prawo do dbania o dobro własnej Ojczyzny. Ponadto dobrze jest poznawać polską historię i kulturę – to sposoby rozbudzania tożsamości narodowej. W 1980 r. Jan Paweł II mówił w siedzibie UNESCO:

„Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć – a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość podczas rozbiorów i okupacji i zachował własną suwerenność jako naród – nie biorąc za podstawę przetrwania jakichkolwiek innych środków fizycznej potęgi jak własna kultura, która się okazała w tym przypadku potęgą większą od tamtych potęg. I dlatego też to, co mówię tutaj nie jest echem żadnego >>nacjonalizmu<<, ale pozostaje trwałym elementem ludzkiego doświadczenia”.

To, co Papież powiedział wówczas jest znowu aktualne dzisiaj. Możemy to ująć w trzy punkty, które podsumują nasze rozważanie:

1. Tożsamość z narodem nie da się zastąpić tożsamością z żadną inną rzeczywistością.
2. Jest istotna różnica pomiędzy budowaniem tożsamości narodowej a nacjonalizmem.
3. Tożsamość narodową utwierdza i rozwija kultura, nie przemoc.

Pierwszy punkt odnosi się do kosmopolitów; nie wolno nam zgubić tożsamości narodowej, choć warto budować mosty pomiędzy narodami. Drugi punkt skierowany jest do nacjonalistów; nie możemy uczynić z narodu bóstwa, ale jednocześnie musimy rozwijać w sobie dumę z bycia Polakami. Trzeci punkt opisuje najlepszy sposób na budowanie tożsamości narodowej: poznawanie i rozwijanie polskiej kultury.

J.

6 komentarzy


  1. ·

    Drogi Przyjacielu!
    Kiedy piszesz „naród jest naturalną wspólnotą” to sądzę, że słowa naturalny używasz w znaczeniu – potoczny, zwyczajowy, a nie w znaczeniu – pochodzący z natury, bo to oczywiście byłaby nieprawda.
    Naród to pojęcie bardzo młode, w europejskiej myśli politycznej pojawia się wraz z rewolucją francuską, a w Polsce jeszcze później i to wśród elit umysłowych. Wcześniej jeśli był stosowany to wyłącznie wobec szlachty, a ta jak wiadomo w Rzeczypospolitej była najróżniejszego pochodzenia etnicznego : polskiego, litewskiego, ruskiego itp. Nie wiązał się więc pojęciowo z jakąś konkretną grupą etniczną, wręcz przeciwnie.
    W wielu częściach świata pojęcie narodu nie występuje w ogóle, jest kompletnie nie zrozumiałe. Gdy spojrzymy na mapę polityczną Afryki, zobaczymy państwa jakby ktoś je wyrysował od linijki, przypadek? Bynajmniej! Czy istnieje narodowość sudańska, absurd!
    Sądzę drogi Ty, że mentalnie byłoby ci bliżej do współczesnego Niemca czy Holendra niż do „Polaka” mieszkającego na początku dwudziestego wieku gdzieś na kresach wschodnich. Myślę sobie, że stworzenie zbioru cech wspólnych cechujących tylko i wyłącznie Polaków, odnalezienie istoty tego co można nazwać polskością, polakowatością, polactwem jest w praktyce nie wykonalne!
    Naród to pojęcie niedefiniowalne! To zbiór emocji, a budowanie na emocjach to budowanie na beczce z prochem.
    Uważam drogi Ty, że ani jedno, ani drugie ani kosmopolityzm, ani nacjonalizm.
    Bycie Polakiem to jak słuchanie muzyki, jeden wynosi z domu umiłowanie opery inny do przyśpiewek ludowych i tyle. Czy ktoś zabijał z powodu Moniuszki?!

    Odpowiedz
    1. Jakub Pruś
      ·

      Dziękuję za to.
      Naturalne to takie, które wyewoluowało samo i – jak zauważyłeś później – kiedyś go nie było.
      Jednak myślę, że nie tylko pojęcie, ale i jego desygnat są i funkcjonują: wyraża to wspomniana przez JPII historia: to, co pozwoliło Polakom przetrwać tę wojnę (i okupację) to tożsamość narodowa: budowana kulturą i braterstwem. Dlatego mogę powiedzieć, że ‚naród’ to nie puste pojęcie, ale coś co tworzą ludzie.
      I choć trudno to pokazać palcem, to za mało żeby stwierdzić „naród nie istnieje”.
      Dalej, naród to nie jest zbiór cech „dla każdego x, gdzie x ma cechy P, x jest Polakiem” (tzw. „polakowatość”). I raczej nie są to tylko emocje.
      To raczej przywiązanie do Ojczyzny i poczucie przynależności do grupy, którą jednoczy flaga, historia i kultura. I takiej przynależności sobie i Tobie życzę, Mój Drogi.

      Odpowiedz

      1. ·

        Oczywiście masz rację całkowitą, jednak to tylko jedna strona medalu. Druga, to o wiele mroczniejsze oblicze.
        Doskonale znam firmę, w której zatrudnia się jednocześnie Polaków i Ukraińców, a dla obu narodowości stosuje się zupełnie inne prawo pracy i jak sądzę nie muszę tu dodawać, że dla tych drugich jest ono mniej korzystne ( mówiąc delikatnie, faktycznie ci ludzie funkcjonują na zasadzie: jak ci się nie podoba, wracaj na Ukrainę) Zdecydowana większość rodaków uważa taki stan rzeczy za „naturalny”, zupełnie zrozumiały i gdy im powiesz, że to rasizm w czystej postaci będą oburzeni! Nazwą to rynkiem, ekonomią itp. Ile trzeba, żeby rasizm ekonomiczny przerodził się w np. tumulty?
        Przykład wojny jest o tyle nieszczęśliwy, że tożsamość narodowa jednym pozwoliła przetrwać, natomiast drugim tą wojnę wywołać!!!
        Psychologowie, socjologowie, filozofowie, żadni specjaliści „od głowy” nie są w stanie stwierdzić, jak to się stało, że wspaniały, cywilizowany naród obmyślił, a następnie wprowadził w życie coś takiego jak holocaust. Bynajmniej nie rękami nielicznych jednostek, tylko w większym lub mniejszym stopniu, ale jednak przy masowym udziale przedstawicieli owego narodu.
        Gdzie jest ta klapka w głowie, która się przestawiła Niemcom – nie wiadomo!
        Upieram się więc, że pojęcia: naród, narodowość, ojczyzna są niedefiniowalne, można je skanalizować w dobrą stroną, ale można i w tragicznie złą.
        Dlatego uważam, że jedynym „bezpiecznikiem”, przed przestawieniem się tej nieznanej klapki w głowie jest gradacja wartości: jestem chrześcijaninem, jestem Europejczykiem, jestem Polakiem. Nigdy odwrotnie!

        Odpowiedz
        1. Jakub Pruś
          ·

          Zgadzamy się – naprawdę.
          Co do kolejności budowania tożsamości, jak i miłości (tzw. ordo caritatis) przeczytasz w Pamięć i Tożsamość, s. 72-73 (Znak 2005) – podobno każdy Polak ma w domu tę książeczkę – rzuć też okiem na rozdziały o patriotyzmie (XII) i o pojęciu narodu (XIII).
          Pozdro!

          Odpowiedz

  2. ·

    Jestescie smieszni i niedouczeni…Poczytajcie nieco, np. prof. Bartnika na temat narodu…Ps. Kiedy nie ma sie nic do powiedzenia, to zaczyna sie fantazjowanie. Wiedza zas jest metodycznym ujeciem prawdy. Pozdr.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *