O państwie sprawiedliwym

Drogi Ty,

Na pewno masz swoją wizję państwa – chyba każdy ma. Wszyscy mniej więcej wiemy co nam się należy, co powinniśmy robić, co jest fair etc. Rozważmy więc z chłodnym umysłem – nie angażując osobistych upodobań do partii i polityków – jaki model państwa jest najbardziej sprawiedliwy dla obywateli.

Określmy najpierw, czym jest sprawiedliwość; najbardziej trafna definicja brzmi: sprawiedliwość to wola oddania każdemu wszystkiego, co mu się należy. Taka definicja jest powszechnie akceptowana – różnice zaczynają się dopiero przy koncepcjach sprawiedliwości, czyli w ustaleniu tego, co właściwie się komu należy.

Żeby uniknąć abstrakcyjnej dyskusji podamy kilka problemowych kwestii, które będą nam towarzyszyć przy dalszych rozważaniach. Zastanówmy się, czy jest sprawiedliwe, aby wszyscy ludzie oddawali część swoich pieniędzy na tzw. dobro wspólne. Czy więc ludzie, którzy nie chodzą do teatru lub opery powinni je opłacać z podatków? Czy ludzie, których dzieci nigdy nie pójdą na uniwersytety powinni oddawać na nie swoje pieniądze? Czy ludzie, którzy rzadziej korzystają z opieki zdrowotnej powinni opłacać wizyty tych, którzy do lekarza chodzą dwa razy w tygodniu? Czy ludzie, którzy nie chcą korzystać z państwowej edukacji powinni pokrywać pensję nauczycieli?

Choć są to dość skomplikowane problemy, to moja odpowiedź na pięć powyższych pytań brzmi nie. Lepiej byłoby gdyby zarówno szkoły, szpitale, opery i uniwersytety żyły z opłat korzystających z ich usług. Jeżeli się teraz w Tobie coś burzy, to pozwól sobie rozważyć poniższe argumenty, zanim jeszcze podejmiesz decyzję. Jedyną osobą, która jest Cię w stanie przekonać, jesteś Ty sam/sama – pisał Milton Friedman.

Część z nas powiedziałaby, że w imię solidarności z innymi powinniśmy równo wspierać takie rzeczy jak fundusz zdrowia, edukację itp. bez względu na to, czy się z nich korzysta. Rozważmy więc najpierw podstawową różnicę, którą ludzie wydają się gubić w rozmowach o tym, co jest sprawiedliwe: sprawiedliwość a dobroczynność.

Można udzielać się charytatywnie, uznając, że jest czymś moralnie dobrym pomoc potrzebującym, a jednocześnie nie traktować tego jako wypełnianie wymagań sprawiedliwości. W ten sposób traktujemy wspieranie Caritasu, czy wysyłanie paczek żywnościowych do Afryki jako dar wynikający z postawy człowieczeństwa, nie zaś roszczenia sprawiedliwości. Jeżeli więc uznaje się, że państwo ma prawo wymuszać na obywatelach akty dobroczynności w imię sprawiedliwości, to mamy do czynienia z mieszaniem pojęć. Dobroczynność jest aktem wolności, sprawiedliwość zaś nakazem moralnym.

Weźmy następujący przykład: część ludzi rodzi się bez zdrowych oczu, część ze zdrowymi – to rzecz przypadku. I choć pewnie przystalibyśmy na to, że to niesprawiedliwe, że nie wszyscy mają zdrowe oczy, mało kto zgodziłby się na wprowadzenie nakazu oddania jednego zdrowego oka. To już akt heroizmu lub solidarności, który nie może być wymagany od każdego. Dlatego sądzę, że obywatele powinni dzielić się tym co mają w ramach wolnej dobroczynności, nie sprawiedliwej powinności.

Niektórzy jednak argumentują, że to, co obywatele posiadają – swoje wrodzone umiejętności oraz korzyści, które dzięki nim uzyskują nie są rozdzielone sprawiedliwie. Z tego wnioskują, że tak naprawdę nie mamy prawa do pieniędzy, które zarabiamy, bo nie zasłużyliśmy na to, żeby urodzić się z tymi talentami, w dobrym środowisku etc.

Ten argument (autorstwa Johna Rawlsa) jest jednak wadliwy. Jeżeli przyjmiemy, że wrodzone talenty, cechy i umiejętności, które posiadamy nie są do końca nasze, to równie dobrze możemy zrzec się odpowiedzialności za nasze czyny – argumentując, że to nie MY decydujemy, ale to warunki, w których się wychowaliśmy popychają nas do działania. W ten sposób morderca nie jest winny morderstwa, a złodziej kradzieży.

W ten sposób argument Rawlsowy sprowadziliśmy do absurdu – nasze talenty i cechy, a także korzyści, które z nich uzyskujemy przynależą nam i tylko nam. To zaś, czy podzielimy się tym, co mamy jest rzeczą dobroczynności, czyjegoś sumienia i koncepcji dobra, nie zaś powinności. Taka koncepcja sprawiedliwości szanuje ludzką wolność i przenosi odpowiedzialność na jednostkę, nie zaś na abstrakcyjne społeczeństwo lub system. Zamiast więc ustalać odgórnie co się komu należy (kosztem wolności ludzi), zostawmy to wolnym wyborom obywateli.

Jak ma zatem wyglądać państwo sprawiedliwe? Moim zdaniem państwo powinno być tzw. stróżem nocnym – a więc spełniać jak najmniejszy zakres obowiązków: zapewniać podstawowe prawa i wolności, czyli chronić prawa do życia, poruszania się, własności, uczciwej wymiany, a także podejmować się działań, które nie mogą być zrealizowane przez kilka jednostek (np. budowa dróg krajowych). Koncepcja taka jest również nazywana państwem minimalnym, w myśl zasady:

Im mniej państwa, tym więcej wolności obywateli.

Podkreślę: zadaniem państwa nie jest wyrównywanie nierówności społecznych w imię sprawiedliwości (sic!). Sprawiedliwość dotyczy prawa do samoposiadania i posiadania własności. Nie jest zaś uprawnione ingerowanie w czyjąś nabytą własność. Państwo ma dbać o to, aby jednostki nie gwałciły wolności innych jednostek. System gospodarczy, który się wiąże z taką koncepcją sprawiedliwości rozważymy kiedy indziej.

J.

1 komentarz

  1. Paweł Jurzyk
    ·

    Żyjemy w czasach dyktatury sloganów, chwytliwych haseł i nagłówków. To co ma znaczenie to liczba kliknięć i „laików”, a nie treść pisana drobnym drukiem. Ty jak czytam, z całą konsekwencją, na swoim blogu promujesz Wielkie Tematy co moim skromnym zdaniem jest super z wielu powodów. Pierwszy z brzega jest taki, że ja też je lubię.

    Zgadzam się z Twoim tokiem rozumowania całkowicie, a nawet więcej. Jako stary zdeklarowany anarchista, uznaję państwo za aparat ucisku i przemocy i uważam, że idealnie by było, gdyby państwa nie było wcale!

    Niestety, ludzkie pomysły na sprawiedliwość społeczną rodzą więcej zła niż dobra. Z pięknych idei Wielkiej Rewolucji Francuskiej, urodziły się potwory jak Robespierre i Napoleon. Pokłosiem dzieci kwiatów był :Charles Manson czy choćby Rote Armee Fraktion. Z komunizmu o sowieckim i azjatyckim obliczu urodziło się, wszyscy wiemy co, bo skutki tego eksperymentu na żywym organizmie, odczuwamy po dziś dzień!

    Przykładów można by mnożyć na potwierdzenie starej prawdy, że dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło.

    Nie ma więc sposobu na życie bez państwa w zdrowym dobrze funkcjonującym społeczeństwie? Jasne, że jest! Res Publica Christiana!

    Jako, że jest to miejsce na komentarz a nie na autorskie wywodu więcej na temat moich przemyśleń na takie sprawy jak np. naród możesz przeczytać na moim blogu: A We Mnie Samym, jeśli masz ochotę, zapraszam do dyskusji. Tu tylko dodam, że Twój pomysł na blog podoba mi się bardzo!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *