O ktosiach i cosiach

Drogi Ty,

Jak wszyscy porządni filozofowie musimy kiedyś przejść przez tematykę osoby. Choć personalizm (np. Wojtyły) i jego metafizyczne argumentacje mogą się kojarzyć ze skomplikowanymi słowami i iście kaznodziejską retoryką, nie dajmy się zwieść stereotypom. Sprawdzimy, co da się prosto wskazać i rzetelnie omówić w tej dziedzinie.

Pytanie, które sobie stawiamy brzmi: jaka jest różnica pomiędzy kimś, a czymś?

Aby nasza metafizyczna dyskusja nie była piękną teorią, zaczniemy od konkretnego, dość kontrowersyjnego problemu: część ludzi uważa, że można zniszczyć embrion w brzuchu matki, bo to nie jest jeszcze osoba – embrion nie czuje, nie myśli, nie żyje samodzielnie (a skoro nie jest osobą, można go usunąć wedle woli). Podobnie rzecz wygląda z eutanazją. W pewnym momencie, ktoś traci jakąś cechę (np. świadomość) i przestaje być uważany za osobę. Zastanówmy się więc, co decyduje o tym, że przyznajemy czemuś status osoby (kogoś).

Zacznijmy od początku; człowiek posiada pewne cechy – ma dwie nogi, mówi, liczy, coś lubi/nie lubi, etc. A co jeśli którejś z nich zabraknie? Co z ludźmi, którzy przestają być świadomi, choć ich serce ciągle pracuje? Czy oni są jeszcze osobami, czy już nie? Co stanowi kryterium? Jeśli odmawiamy komuś statusu osoby, będziemy musieli wyznaczyć granicę bycia osobą – jakieś kryterium, wg którego uznajemy coś za kogoś.

Niektórzy za warunek bycia osobą biorą bycie świadomym, inni zdolność odczuwania, a jeszcze inni możliwość decydowania o sobie. Jednak zamiast przepychać się z wytyczaniem granicy (14-ty, czy 40-ty dzień ciąży?) zastanówmy się, czy wytyczenie granicy ma jakikolwiek sens.

Status osoby nie jest sumą cech (świadomość, czucie, myślenie). Osoba to nie cechy, lecz to nośnik cech; czyli to ktoś, kto jest świadomy, a nie sama świadomość; to ktoś, kto czuje, nie odczuwanie; to ktoś, kto myśli, nie samo myślenieOsoba to ktoś, nie coś. Osobą jest się niezależnie od tego, jakim się jest. Cechy OBJAWIAJĄ osobę, ale nie są jej koniecznym warunkiem. (?)
Wyjaśnię to na przykładzie gorączki. Jeżeli ktoś ma gorączkę, to znaczy, że jest chory. Gorączka jest więc PRZEJAWEM choroby. Jeśli natomiast ktoś nie ma gorączki, nie znaczy to, że nie jest chory – wszak może być chory na coś innego. Tak samo z osobą. Świadomość lub zdolność myślenia są PRZEJAWAMI osoby. Ale ich brak nie znaczy, że ktoś nie jest osobą.

Możesz się czepiać: przecież osobę rozpoznajemy na podstawie jakiś cech: czegoś co odróżnia człowieka od manekina sklepowego. Zgadza się – jest tylko jedna cecha, która decyduje o byciu osobą: bycie człowiekiem (przynależność do gatunku ludzkiego). Zatem każdy człowiek jest osobą.

Możesz drążyć dalej; co to jest kryterium bycia człowiekiemPoczęcie i narodzenie z innego człowieka. Z ludzkiego plemnika i komórki jajowej; z konkretnej matki i ojca. WSZYSTKO, co się urodziło z ludzi ma swoich rodziców, dziadków, rodowód, historię, geny etc. Stąd wnioskujemy: każde poczęte dziecko jest człowiekiem, a każdy człowiek jest osobą.

Owoce tej dyskusji są znaczące dla wielu dziedzin nauki oraz kwestii światopoglądowych. Status osoby niesie za sobą odpowiedzialność i szacunek do Drugiego, jako do osoby. Nie chcę tym nikogo osądzać – moim celem było tylko wykazanie, że z koncepcji osoby wynika, iż: (i) osoba nie oznacza zbioru cech, lecz nosiciela tych cech; (ii) ergo brak pewnych cech u człowieka nie zabiera mu statusu osoby (patrz embriony lub chorzy); (iii) wszyscy ludzie są osobami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *