O celu i przyczynie

Drogi Ty,

Pewnie pamiętasz jak próbowałem Ci opisać dlaczego te listy są dla mnie ważne. Cóż, mogłeś sobie zadać pytanie dlaczego może to być ważne dla Ciebie. Albo do czego Ci się to przyda. Mam nadzieję, że to zrobiłeś. Wbrew pozorom to bardzo filozoficzne pytania.

Wybacz, że wytaczam na samym początku ciężką artylerię, ale to pomoże przeskoczyć wstęp. Jaki jest Twój cel? Zastanawiałeś się w jakim celu robisz te wszystkie dziwne rzeczy, które robisz? Może to pytanie przemyka Ci przez głowę gdy codziennie o 6:45 słyszysz bezlitosny dźwięk budzika. Ale zazwyczaj przy ubieraniu skarpetek jakoś się ulatnia. Poświęćmy temu chwilę.

Najlepszą odpowiedź znalazł Arystoteles. To szczęście. Wszystkie Twoje działania powoduje pragnienie bycia szczęśliwym, a ich celem jest szczęście. Innymi słowy, zawsze będziesz chciał być szczęśliwy i będziesz do tego dążył.

Możesz sam zrobić eksperyment – nie potrzeba Ci próbówek ani fartucha. Zastanów się nad tym po co wychodzisz z domu. Po co idziesz do pracy lub szkoły. Po co ci wykształcenie czy pieniądze. Albo po co Ci rodzina, samochód czy nowe meble. Domyślasz się odpowiedzi? Pójdźmy jeszcze dalej. Wyobraź sobie ludzi, którzy robią naprawdę wielkie rzeczy – pomagają potrzebującym, czy opiekują chorymi. To wszystko dzieje się dlatego, że chcą być szczęśliwy, tak samo jak Ty. Ba, nawet ludzie, którzy oddali życie za coś lub kogoś też zrobili to w imię szczęścia. Czapki z głów, dlatego że oni utożsamili czyjeś szczęście ze swoim. Pomyśl o tym przez chwilę

Pewnie już coś zauważyłeś. już jakąś nieścisłość. Jakąś złożoność w tej niby-prostej teorii. Otóż to. Wydaje się, że raz stawiamy pytanie dlaczego a za chwilę po co. Potrzebujemy rozróżnienia pomiędzy przyczyną a celem.
Zastanów się co jest przyczyną działania Twojego komputera. Pewnie to, że go włączyłeś i płyta główna oraz reszta komputerowego organizmu współgra ze sobą. Ale pytanie o cel działania komputera, odnosi się już do czegoś innego. Na przykład włączyłeś go po to, żebyś napisał maila albo pomarnował trochę czasu na fejsie.

Podobnie jest z moim i Twoim życiem. Pragnienie szczęścia jest przyczyną naszych wysiłków, a cel to bycie szczęśliwym. Tutaj może zrodzić się kolejne pytanie. Skoro wszyscy działamy z tych samych pobudek to dlaczego robimy różne rzeczy? I to, Mój Drogi, jest sedno sprawy.

Szczęście jest nam w jakiś sposób narzucone. Jak cień – nie możemy się od niego uwolnić. To, na co mamy wpływ to zdefiniowanie własnego szczęścia, czyli określenie celu. Wyżej podałem przykład z ludźmi-bohaterami. Czyn staje się heroiczny dlatego, że czyjaś definicja szczęścia nie ograniczała się do zjedzenia sześciu pączków, ale wyniesienia dziewczynki z płonącego budynku. Innymi słowy postawił czyjeś dobro na równi ze swoim.

Już kończę. Jak widzisz cała nasza praktyka od teorii. Cokolwiek robisz, robisz dlatego, że chcesz być szczęśliwy. I działasz aby ten cel osiągnąć. I to robi każdy z nas, nie mając na to wpływu. Ale to Ty, Mój Drogi, wybierasz co jest szczęściem, a co nim nie jest.

Trzymam kciuki,
J

4 komentarze


  1. ·

    Jakubie Stereotypowy ;);)- takim mianem się określiłeś ;):) zauważam i korzystam- załóżmy, że dam się sprowokować i nieco podpuścić- bo myślę, że w pewien sposób grasz swoim czytelnikiem, naturalnie nie w negatywnym znaczeniu, ale jednak jest to pewna forma rozgrywki- to tak trochę, jak z jaskinią u Platona- może się przecież zdarzyć tak, że obserwator kontrolujący zachowanie człowieka przykutego tyłem do wyjścia z jaskini, może w pewien sposób manipulować jego ocenami, prowokować, podpuszczać- działa przecież z pozycji siły, konkretnie z pozycji siły doświadczenia i posiadanej wiedzy, szerszej niż osobnik przykuty- ale ni o Platonie- piszesz o szczęściu w kategorii przyczyna skutek, człowiek dąży do szczęścia, zatem wstaje rano, zakłada skarpety…… a gdyby zmienić założenie- czy nie częściej usłyszysz od człowieka odpowiedź- wstaję, bo muszę ? a nie wstaję bo pragnę szukać szczęścia?
    Piszesz o zagadnieniu wolnej woli w odniesieniu do deklarowania własnego celu- kwestia wyboru, decyzji, wkradać się można na pole etyki, celu dobrego i słusznego- zgodzę się, że różne rzeczy ludziom różnym dają różne odczucia szczęścia i nie jest ważne czy rzeczą tą jest dobro czy zło. Ale tak sobie myślę, czym dla Ciebie jest pisanie tych listów? Nauką, nauczaniem, egoizmem, heroizmem, euforią? a może…..

    Odpowiedz
    1. Jakub Pruś
      ·

      Moja Droga,

      Absolutnie nie uważam się za wiedzącego. Działam, poznaję i twierdzę na tym samym poziomie co każdy. I bynajmniej nie jest to poziom prawdy obiektywnej.

      Ad rem, jednak nie potrafię sobie wyobrazić czynności, którą wykonuję dla innego celu, niż szczęście.
      A czy Ty, Droga Filozofko, potrafisz?
      Czy obowiązek wstawania rano nie wynika z uprzedniego, świadomego podjęcia go celem pozyskania korzyści, jakie z niego płyną? Cóż, wydaje mi się, że odpowiedź Pana A., którą starałem się w miarę jasno Ci opisać, nadal świetnie sobie radzi.

      Kwestia dobra i zła zajmuje ludzi od tak dawna, a ja mam ją uczynić bardziej jasną w komentarzu do marnego liściku. Ech, jeszcze raz proszę – bądź cierpliwa. Postaram się spigułkować część tej kwestii, która jest ważna w naszym temacie. Zgodnie z powyższym, (kilkakrotnie powtarzanym) nikt nie może działać źle świadomie (włączając w to masochistów i narkomanów). W momencie aktu zawsze działamy aby osiągnąć dobro. Czym innym jest ocena moralna czynów. Ale to już kolejna wielka gałąź, drzewa nazywanego Etyką.

      Co do celu pisania. Listy mają służyć … dobrze wiesz czemu 😉 A wynikają z potrzeby TY i pragnienia prawdy . Poznawania Ciebie. I siebie.

      J

      Odpowiedz

  2. ·

    Tak, ja Filozofka, zaskoczę Cię, bowiem potrafię wyobrazić sobie coś co czynię nie dla własnego, względnie cudzego szczęścia.
    Np. wyprowadzanie psa na spacer, jest czynnością przymusową dla mnie, koniecznościową dla psa, a ponieważ zależy mi na jego dobru więc się zmuszam.
    Ale kiedy wstaję rano, nie dlatego, że uprzednio założyłam zaistnienie korzyści wynikających z podniesienia się z łóżka, ale dlatego, że np. właśnie uciążliwy sąsiad dzwoni do drzwi, oczywiście ma pretensje, podnosi mi ciśnienie, dostaję arytmii, zawał, ostatkiem sił dzwonię na pogotowie, przyjeżdża ekipa z pawulonem….. itd. kończy się to nie tylko średnią korzyścią dla mnie, ale również tym, że pies nie zostanie wyprowadzony na spacer…. ;););)
    spigułkować filozofię- nie tylko brzmi ambitnie, ale w sumie nieosiągalnie ;):) ale próbuj, wytrwałości życzę.
    Natomiast, co do aktu, który jest z zasady dobry- to nie zgadzam się z tym założeniem, bowiem wówczas po co byłaby jakakolwiek etyczna analiza czynu dobrego lub słusznego. Czyn dobry może, ale nie musi być słuszny i czyn słuszny, może lub nie musi być zły. Nie chodzi tu o kłamstwo uzasadnione, bo możemy kłamać ( zły akt) ale w intencji dobrej np. nie mówić umierającemu, że umiera, ale czy zgodzić się należy z Twoim zdaniem, iż „W momencie aktu zawsze działamy aby osiągnąć dobro”- wiem, że rozgraniczasz ocenę moralną czynu, od samego aktu, ale jakby nie było człowiek może robić coś ze świadomością, że przyniesie mu to zło, że coś straci, tylko dlatego, aby zło również uczynić drugiemu i paradoksalnie stan ten nie jest dla niego dobrem. Można bowiem wiedzieć, że robi się źle, otrzymać w rewanżu zło, być złym, że to zło się uczyniło ;):) ale jednak uparcie to robić i nie być przy tym masochistą ;):):)

    Odpowiedz
    1. Tomasz z Akwinu
      ·

      @up

      Powinienem zaczac: Ad primum dicendum quod wyprowadzanie psa sluzy Twojemu szczesciu, bo wiekszym dobrem jest wstanie rano, niz brudny dywan albo zdechly pies. Uzywajac jezyka autora, utozsamiasz dobro psa ze swoim dobrem.

      Ad secundum dicendum quod wizja Arystotelesa po dzis obowiazuje. Kazda rzecz, ktora robisz ma – W TWOIM MNIEMANIU- przyniesc Ci maksymalna ilosc szczescia. O ile dobrze zrozumialem autor nie neguje oceny moralnej czynow, lecz skupia ja na momencie definiowania szczescia. Polecam przeczytac moja skromna ksiazeczke – sume teologiczna. Aby ocenic czyn potrzebna jest znajomosc finis operis, finis operantis et circumstantiae. zatem nie tylko intencja, ale i efekt oraz okolicznosci. I kazde z nich moze przewazyc „szalke dobra i zla”

      Dla jasnosci: Czlowiek NIE MOZE czynic swiadomie czegos, co przyniesie mu mniej szczescia, jezeli jest swiadomy sposobu, który moze przyniesc mu wiecej.
      Na przyklad: jezeli uciecie reki wywola usmiech na twarzy mojego siostrzenca to porownuje wtedy te dwie opcje – waze je – i ta, ktora uczyni mnie bardziej szczesliwym (zachowanie reki lub usmiech dziecka) zostaje wybrana.

      Oczywiscie mam swiadomosc, ze i jedna, i druga przyniesie tez troche zla (brak usmiechu lub brak reki), ale zawsze wybiore najlepsza opcje (zeby ubiec komentarz silacy sie na obiektywna ocene, zaznacze, ze OBIEKTYWIZM JEST NIEMOZLIWY- chyba, ze bog istnieje, to wtedy On ma do niego dostep, ale jest dosc skapy w dzieleniu sie nim).

      Co do calosci listow- intencji wydaja sie sluszne, – nikt poza nadawca poznac nie moze – okolicznosci wydaja sie sprzyjajace, a wynik? Moze cos z tego bedzie.

      Powodzenia

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *