Nie wiem, czy Bóg istnieje!

Komu z nas się nie zdarzyło wejść w mozolną filozoficzną dysputę o tym, czy Bóg istnieje? Cóż, mi nieraz. Ale czy to zbliżyło mnie jakoś do Boga? Czy dzięki temu stałem się człowiekiem bardziej religijnym? A może chociaż stałem się lepszym dla Drugiego? Ani trochę.

To nie jest tak, że wszystkie próby odpowiedzi pytanie o istnienie Boga podejmowane przez „fachowców” (filozofów) są jałowe. Nie są. Ale mają spore ograniczenia, z których może nie zawsze zdajemy sobie sprawę, kiedy próbujemy na własną rękę spróbować filozofować o istnieniu lub nie-istnieniu Boga.

Problem z istnieniem

Co to właściwie znaczy, że „Bóg istnieje”? Wiemy, że fotele istnieją, biurowce istnieją, teściowe istnieją. Wiemy także, że kwadratowe koła lub żonaci kawalerowie nie istnieją (bo to niemożliwe). Zamek na Wawelu istnieje od XI wieku do dziś, a z kolei zamek królewski w Bieczu istniał w XIII w., a dzisiaj już nie istnieje. W normalnych sytuacjach nie mamy problemu żeby stwierdzić, czy coś jest czy nie. W razie wątpliwości, możemy spróbować coś zobaczyć lub dotknąć albo posłuchać jak ktoś o tym opowiada.

Wszystko to co znamy istnieje w sposób skończony i warunkowy, np. Tatry istnieją, ale był taki czas, że nie istniały i za jakiś czas przestaną istnieć. Ponadto, żeby Tatry w ogóle mogły istnieć muszą być spełnione różne warunki (więcej na ten temat u ekspertów z geomorfologii). No a co z Bogiem?

Absolut – jak to go nazywają filozofowie – jest z definicji określany jako istniejący w sposób nieskończony i bezwarunkowy. To znaczy, że Bóg musiał „istnieć” od zawsze i na zawsze będzie „istniał”. W dodatku, nie potrzebuje niczego (ani tlenu, ani naszej atencji, ani tym bardziej nabożeństw lub ofiar), żeby móc „istnieć”.

Z tego wynika, że my w ogóle nie znamy sposobu istnienia Boga, ba, nawet nie potrafimy sobie tego wyobrazić. No bo jak pomyśleć nieskończoność lub odwieczność? Możemy określić co to znaczy „istnieć” w stosunku do drzewa lub kamienia, bo wiemy, że to oznacza związanie cząstek elementarnych, a następnie ich nieunikniony rozpad. Innymi słowy, znamy tylko istnienie ograniczone czasem i przestrzenią.

Podobnie jest z istnieniem bezwarunkowym – przecież wszystko, co znamy zaistniało dzięki czemuś innemu. Dla przykładu, człowiek nie może istnieć bez powietrza, roślina bez światła, Ziemia bez Układu Słonecznego etc. Jak więc cokolwiek może istnieć samo-przez-się, bez jakiegokolwiek warunku spełnionego przez coś innego? Kurtyna. Nie wiemy.

Teraz widać jak ograniczone są nasze pojęcia Boga. A co dopiero nasze sprzeczki o to, czy Bóg jest czy go nie ma. To dopiero absurd – jak dwóch ślepców spierających się o to, jaki kolor ma kameleon. Nie znaczy to, że nie warto stawiać sobie tego pytania. Ale powinniśmy raczej przyhamować nasze zapędy, by pouczać innych, że Bóg istnieje lub nie istnieje, albo że jest taki lub owaki, skoro nawet nie możemy sobie pomyśleć sposobu, w jaki Bóg miałby być.

Jedną rzecz pozytywną możemy wynieść z tych rozważań – Bóg jest tajemnicą. Niezależnie od tego, czy istnieje realnie, czy jest konstruktem ludzkim, to jest z definicji poza ramami naszego rozum. Dlatego zamiast o Bogu, wolę mówić o „tej rzeczywistości, którą nazywamy Bogiem”. To oddaje trochę bardziej odległość jaka dzieli moje rozumienie Boga od istoty Boga. Ten wielki dystans niesamowicie mi się w tym wszystkim podoba.

Niezależnie od tego, czy jesteś teistą czy ateistą, dochodzisz do momentu, w którym albo otworzysz się na jakieś doświadczenie duchowe albo nie – ale to już zupełnie twój wybór. A co do spierania się o istnienie Boga, to myślę, że bardziej się zbliżamy do poznawania go przez wspólne wypicie kawy, niż przez zażarte dyskusje-walki. Czy istnieje? Nie wiem, ale wiem, że Go doświadczam.

No dobra, ale powiedz Jakubie Filozofie, czy Bóg istnieje?!

Dam filozoficzną odpowiedź: Nie wiem, czy Bóg istnieje, ale wiem, że Go doświadczam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *