Czy naprawdę wszystkie kultury są równe?

Zaraz, zaraz, co to za pytanie? Przecież to jest jedno z założeń podstawowych naszych czasów. Kultury są równe i już – a ludzie, którzy myśleli inaczej już dawno umarli. Ewentualnie żyją gdzieś odizolowani od realnego świata, okrzyknięci kulturowymi szowinistami i etnocentrykami. Czyż właśnie nie tak przedstawia się obraz współczesnej refleksji nad relatywizmem kulturowym?

Jak wiele filozoficznych terminów ten również jest dość wieloznaczny. Rozważymy poniżej naiwne rozumienie relatywizmu kulturowego i pokażemy, że jest ono nie do utrzymania. Jednak, aby krytyka nie pozostawiła nas bez odpowiedzi, spróbujemy przedstawić rozwiązanie problemu względności i równości kultur, dając tym samym odpowiedź na tytułowe pytanie.

Zacznijmy od sprecyzowania toku myślenia naiwnego relatywizmu kulturowego (NRK), które ujmiemy w tezy (T1–T8):

T1. Zawsze myślimy w jakiejś kulturze, w jakimś języku i kontekście historycznym, w których się znajdujemy. Zatem wszystkie rozumienia dobra, prawdy i piękna, a także nawyki myślowe, normy społeczne, czy teorie naukowe są mocno uwikłane w te konteksty kulturowe.

T2. Prawda jest pojęciem ograniczającym się do kultury, nie można wszak mówić o prawdzie ponadkulturowej lub ponadhistorycznej. Powstaje więc nowe pojęcie prawdy zrelatywizowanej do języka: wszystko w co wierzy się w danej kulturze może być prawdziwe tylko w tej kulturze (na podstawie T1).

T3. Dobro i piękno są również pojęciami zrelatywizowanymi do danej kultury, nie można wszak mówić o dobru i pięknie rozumianymi poza kulturą. Zatem wszystko co uważa się za dobre lub piękne w danej kulturze, może takie być tylko dla danej kultury (T1).

T4. Nie istnieją wartości ani prawdy absolutne, czyli obowiązujące dla wszystkich kultur w każdym czasie (T2, T3).

T5. Skoro wszelkie stwierdzenia epistemologiczne lub aksjologiczne pochodzące z różnych kultur są równe wobec siebie, to nie możemy oceniać wierzeń i zachowań innych kultur, nawet jeśli w naszym przekonaniu są błędne lub po prostu złe moralnie. Tym bardziej nie jest uzasadniona ingerencja w inną kulturę, np. w imię naszego rozumienia dobra (T4).

T6. Nie istnieje żadne kryterium porównawcze pomiędzy kulturami, bo każde kryterium zakłada jakies rozumienie dobra i prawdy. Zatem nie możemy porównywać kultur ze sobą (T2).

T7. Niemożliwe jest również znalezienie takiego kryterium, bo każda metoda rozstrzygania również jest uwikłana w kontekst kulturowy i może być arbitralna (T6).

T8. Wszystko z konieczności są względne: koncepcje dobra, prawdy i piękna istnieją tylko w jakiejś kulturze i nie jest możliwe wypracowanie żadnej uniwersalnej perspektywy (T4, T7).

Pomimo tego, że NRK występuje w różnych odmianach (czasem występuje w wersji ograniczonej do relatywizmu moralnego), odniesiemy się tylko do przedstawionej tutaj postaci. Spróbujemy teraz wyróżnić wybrane błędy zawarte w powyższym rozumowaniu.

Czy na pewno nie ma prawd uniwersalnych?

Przyjrzyjmy się tezie czwartej (T4). Stwierdzając, że „nie ma prawd i wartości uniwersalnych, gdyż wszystkie stwierdzenia naukowe, filozoficzne, czy moralne są względne, ponieważ wywodzą się z jakiegoś kręgu kulturowego” musimy wziąć pod uwagę, że to zdanie jest samozwrotne, tzn. odnosi się również do samego siebie. W ten sposób dochodzimy do antynomii (paradoksu): zdanie ogólne stwierdza, że nie można formułować zdań ogólnych. Wygląda to następująco:

  1. Wszystkie zdania ogólne są fałszywe.
  2. Zdanie o numerze 1 jest ogólne.
  3. Zatem zdanie ogólne jest fałszywe.

Akceptując zdanie nr 1 musimy zaakceptować zdanie nr 3. W literaturze filozoficznej wiele razy zauważano ten błąd, a mimo tego ciągle można spotkać się z przyjmowanym przez naiwnych relatywistów stwierdzeniem: nie ma prawd uniwersalnych. Jesteśmy więc zmuszeni odrzucić T4, a także częściowo T8. Powinno więc się to stwierdzenie złagodzić następująco: nie spotkaliśmy do tej pory wartości, które byłyby wspólne wszystkim kulturom. Idźmy dalej.

T6. Kultur nie da się porównywać

Jak stwierdzają antropologowie, trudno znaleźć kryterium, wedle którego moglibyśmy porównać kultury ze sobą. Każde zaproponowane kryterium może być odrzucone jako efekt naszej kultury. Na przykład kryterium postępu technologicznego jako wyznacznik dobrej kultury będzie może być cenne dla ludzi Zachodu, ale wcale nie musi być przyjęte przez mieszkańców Chile.

Trudno się z nie zgodzić w tym przykładzie. Proponuję jednak następujący eksperyment myślowy:

Wyobraźmy sobie, że na naszych oczach dorosły człowiek przy pomocy młotka katuje na śmierć niemowlaka i robi to dla czystej satysfakcji. Jego pobudką nie jest złożenie jakiejś ofiary, likwidacja wroga politycznego, ani kanibalizm. Całe to okrucieństwo jest dla zabawy.

Czy nie powiedzielibyśmy, że to jest złe, niezależnie od kultury i kontekstu? Wydaje się, że jest tak. I to nie tylko w zachodniej kulturze, tylko w ogóle (absolutnie) jest to złe. Tak jak absolutnie dobre jest ryzykowanie życiem w celu ratowania słabszych i niewinnych. Raczej bylibyśmy skłonni uznać, że są to działania uniwersalnie dobre i złe, gdyż podejmowane są ze względu na wartości absolutnie dobre (niewinne, młode życie) i tak samo, że są wartości absolutnie złe (bezsensowne okrucieństwo).

Jednakże – powie nasz relatywista – powyższy eksperyment myślowy nic nie dowodzi. Wszak nadal myślimy w kategoriach Świata Zachodu. Zgodnie z T5 – nie możemy oceniać tego w naszych kategoriach. Co więcej, będąc świadkiem takiego wydarzenia nie powinniśmy również interweniować, bo działalibyśmy w imię naszego rozumienia dobra. A zatem wszelkie interwencje i kampanie społeczne promujące równość kobiet w krajach arabskich lub zapobieganie tzw. zabójstwom honorowym są zdaniem relatywisty nieuzasadnione.

Wydaje się, że tutaj doszliśmy już do absurdu. Pokazuje to nie tylko nasza intuicja moralna, ale również aktualna polityka państw na całym świecie, które interweniują na różne sposoby przeciwko złym i niesprawiedliwym zachowaniom. A więc implicite zakładamy istnieje ponadkulturowych wartości, które pozwalają nam oceniać działania w różnych kulturach.

Czym byłaby taka wartość?

Rzecz jasna, mowa o życiu ludzkim, a dokładniej godności i wolności człowieka. Zgadzam się, że jest to jedna z najbardziej charakterystycznych rzeczy dla naszej cywilizacji – wszak takie założenie pochodzi z chrześcijaństwa, które stworzyło tzw. kulturę europejską. To jednak wcale nie zmusza nas do tego, aby odrzucić je jako uwikłane w pewną kulturę. Wszak to, że coś lub ktoś jest mocno ograniczone przez kulturowe okulary, nie znaczy, że nie może natrafić na coś ponadkulturowego i prawdziwego (nawet z fałszu może wynikać prawda).

Warto jednak zaznaczyć, że nie twierdzimy, iż nasze rozpoznanie wartości życia ludzkiego jest absolutnie prawdziwe i ponadczasowe – stwierdzamy raczej, że jest najbliższe prawdy i póki co, nie znamy lepszej alternatywy. W ten sposób nie posiadamy prawdy absolutnej, lecz zbliżamy się do niej.

Na tej podstawie możemy stworzyć kryterium porównywania różnych kultur, które pozwoli nam oceniać kultury względem siebie – nie po to żeby tworzyć kultury niższe i wyższe, ale po to żeby móc zapewnić człowiekowi przestrzeń do rozwijania się zgodnie z jego naturą. Zatem:

Miarą kultury jest to, w jaki sposób człowiek realizuje się jako istota wolna i rozumna.

Mam oczywiście opory, żeby określać życie wartością absolutną – wszak ludzie poświęcający się dla wyższej sprawy postępowaliby źle, a raczej z tym się nie zgodzimy. Dlatego można by raczej uznać życie za wartość podstawową, czyli punkt startowy, który uzasadnia uniwersalność praw człowieka. Wtedy okazuje się, że prawo do życia, wolności słowa, własności itp. nie są tylko konwencją, ale czymś, co przysługuje każdemu człowiekowi w każdych okolicznościach i co, mniej lub bardziej świadomie, akceptujemy.

Faktem, który również potwierdza taką propozycję wartości podstawowej jest to, że ludzie z innych kultur nierzadko przyjmują ten sposób myślenia domagając się np. wolności religijnej w swoim kraju lub równości płci. Rzecz jasna, proces dochodzenia do tego przez społeczeństwo może się dokonywać przez wieki, ale może być również przez nas wspomagany i rozwijany w otwartym i racjonalnym dialogu między kulturami.

Czy nie jest to etnocentryzm?

Nasz naiwny relatywista prawdopodobnie oskarży nas w pewnym momencie o to, że ulegamy złudzeniu, że nasza kultura jest pępkiem świata oraz że wg naszych wartości chcemy osądzać i naprawiać cały świat. A stąd już tylko krok do kolonializmu.
Zanim jednak pozwolimy tej równi pochyłej nadać naszej dyskusji niebezpieczną prędkości, możemy zastanowić się, czy istnieje jakieś inne kryterium niż to, które zaproponowaliśmy.

Aby lepiej to pojąć przywołam narzędzie zasłony niewiedzy, które amerykański filozof, John Rawls, stosuje do rozstrzygania podobnych problemów. Możemy sobie wyobrazić, że spuszczamy na nasz świat i nas samych pewną zasłonę. Zasłona ta zakrywa nasze otoczenie, religię, płeć, orientację polityczną, seksualną i wszystkie nasze preferencje – zostawiając tylko zdolność rozumowania. Za tą zasłoną musimy zdecydować jak powinno wyglądać społeczeństwo, kultura, polityka, stosunki między ludźmi, prawo etc. Wtedy podnosimy zasłonę.

Po podniesieniu zasłony może się okazać, że jesteśmy kobietą żyjącą w kurdyjskiej społeczności, gdzie obrzeza się kobiety w dniu ślubu (z narzuconym przez społeczność mężczyzną); albo albinosem w jednym z tych plemion afrykańskich, gdzie składa się albinosów w ofierze bogom; albo holenderskim emerytem, który niedługo zostanie poddany zabiegowi eutanazji z racji 71-ch urodzin; albo Żydem, który żyje w Chinach i jest prześladowany z powodu wyznania itp. Zastanówmy się teraz, czy w którymś z tych położeń chcielibyśmy się znaleźć? Nie sądzę. Dlatego każde z nas zdecydowałoby za zasłoną niewiedzy, że wszystkie kultury powinny bezwarunkowo szanować godność i wolność człowieka.

Na koniec dyskusji, możemy jeszcze zostać oskarżeni o wybitnie zachodni racjonalizm – nie wchodząc w szczegóły warto zaproponować naszemu rozmówcy, aby podał alternatywną metodę rozstrzygania, która byłaby lepsza niż racjonalny dyskurs. Jeśli nie usłyszymy sensownej propozycji, to śmiało możemy zostać przy racjonalnej dyskusji.

Możemy więc odpowiedzieć na tytułowe pytanie: nie wszystkie kultury są równe – są takie, które bardziej lub mniej pozwalają ludziom realizować ich wolność. To zróżnicowanie nie uprawnia nas, rzecz jasna, do narzucania naszej kultury innym. Kultury wzajemnie się rozwijają i ubogacają, a nasza kultura może ubogacać inne właśnie swoją wizją człowieka – jego nienaruszalnych praw do godności i wolności.

1 komentarz

  1. Jacek Kupiec
    ·

    To nie jest dobre …, to jest bardzo dobre. Podoba mi się to zdanie o przybliżaniu sie do prawdy absolutnej i ten „paradoks relatywisty”.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *