Czego demokracja potrzebuje?

Drogi Ty,

Mamy dzisiaj spory problem z demokracją. Powstało sporo mitów na jej temat, które rodzą kolejne, a potem kolejne nieporozumienia. W rezultacie różni ludzie powołując się na tę samą ideę demokracji  wyciągają przeciwne sobie wnioski. Gdzie więc tkwi błąd?Przede wszystkim, w tym, że uważa się demokrację za jakiś idealny ustrój, w pełni samowystarczalny i sam siebie regulujący. Wszelkie problemy ma rozwiązywać większość osiągnięta w głosowaniu. W ten sposób, mielibyśmy w demokratyczym głosowaniu decydować o całokształcie życia wspólnego.

Powyższy opis jest jednak bardzo upraszczający i naiwny. Sama historia nam pokazała, że mamy tu do czynienia z karykaturą demokracji, a właściwie z dyktaturą większości. A to z kolei prowadzi do tragicznych konsekwencji, takich jak

demokratycznie wybrane NSDAP? 

Tak, narodowi socjaliści zostali wybrani demokratycznie. Więc może demokracja wszystkiego nie rozwiązuje? Są przecież rzeczy, których demokratycznie przegłosować nie można – rodzina nie może podjąć decyzji o zabiciu dziadka, nawet jeśli ma większość bezwzględną. Podobnie z wieloma innymi rzeczami.

Demokracja sama opiera się na jakichś założeniach, które nie podlegają już demokratycznym głosowaniom. I tutaj spotykamy pierwszy problem, tzw. paradoks Böckenfördego:

Demokracja potrzebuje założeń, których sama nie jest w stanie sama wytworzyć.

Oto clue. Ustrój demokratyczny to nie tylko demokratyczne głosowanie obywateli za jakimiś pomysłami. To coś, co sięga dużo głębiej, a demokratyczne głosowania, które większość z nas kojarzy z demokracją, to tylko wierzchołek góry lodowej. A tak to już bywa z górami lodowymi, że ich lwia część jest schowana pod wodą – i właśnie o tej ukrytej części będziemy teraz rozprawiać.

Z tego co powiedzieliśmy wynika, że demokracja nie jest „zawieszona w próżni”, lecz musi się na czymś opierać. Tym fundamentem, jak zaraz pokażę, są założenia filozoficzne dotyczące natury ludzkiej i świata. Wyobraźmy sobie kilkupiętrowy budynek, który nazywamy demokracją. Wyglądałby mniej więcej tak:

Poziom I. Założenia metafizyczne – na samym dole budynku „demokracji” jest przyjęta jakaś prawda o świecie i człowieku: np. założenie o godności osoby – to, że wszyscy są równi, wolni i godni jako osoby, I DLATEGO każdy może mieć udział w rządzeniu (przez wybory i inicjatywy obywatelskie).

Poziom II. Porozumienie moralne, czyli jakaś zgoda w sprawie podstawowych wartości moralnych. Tutaj mamy do czynienia z ogólnym systemem moralnym, który mówi o tym, co jest dobre, a co złe (np. dobre jest wolne wybieranie, a złe są morderstwa i kradzieże).

Poziom III. Porozumienie prawne – tutaj dopiero obywatele, którzy zgadzają się na niższych piętrach ustalają prawo. To prawo wynika z dwóch poprzednich poziomów i ich ma strzec. Innymi słowy, ustala się jak prawnie bronić godności i wolności ludzkiej – co jest zabronione i w jaki sposób to karać etc.

Poziom IV. Demokratyczne wybory – szczytem budynku są dopiero decyzje podejmowane demokratycznie (przez demokratycznie wybrany rząd). Rzecz jasna, obywatele mogą też wpływać na to, jak wygląda prawo (3-ci poziom), ale nie może to być wynik prostego głosowania, ale pogłębionej refleksji (także specjalistów) na ten temat.

Nie można natomiast demokratycznie przegłosować, że od jutra pewni ludzie przestają mieć godność ludzi. Bo równość i godność ludzka jest fundamentem demokracji i takie wybory byłyby po prostu przeczeniem temu, co ustanawia demokrację, ergo byłoby to wewnętrznie sprzeczne. 

Wymienię jeszcze kilka założeń z tych niższych poziomów, które stanowią fundament demokracji i które nie podlegają głosowaniu większości:

– wszyscy ludzie są sobie równi jako osoby (każdy ma taką samą wartość),
– wolność drugiego człowieka jest granicą mojej wolności,
– założenie optymizmu intelektualnego i moralnego: ludzie są raczej rozumni (możemy prowadzić ze sobą racjonalny dialog) i raczej wybieramy dobro, niż zło,
– harmonia i dobrobyt społeczeństwa są celem wszystkich: ludzie są gotowi na kompromisy, ze względu na dobro wspólnoty, w której żyją (osiedle, miasto, naród),
– wielkoduszność wobec mniejszości: demokracja jest narażona na rządy większości, powinniśmy więc mieć tendencję do wsłuchiwania się w głos tych, którzy są w mniejszości.

Oto pięć czynników, które stanowią niejako fundament demokracji i bez których demokracja działać nie może. Warto też dodać, że nie są to założenia i postawy tylko chrześcijańskie, (choć z chrześcijaństwa się wywodzą) lecz raczej europejskie. 

Nasze rozważania można zamknąć w jednej konkluzji:

demokracja nie jest w stanie napędzać i stabilizować samej siebie; potrzebuje szeregu założeń metafizycznych i moralnych, których sama nie jest w stanie wytworzyć oraz których sama nie może wykluczyć.

J

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *