Co filozof może wiedzieć o miłości?

Miłość to jedno z najmocniej eksplorowanych przez człowieka słów. Nie tylko w naszych czasach i w naszej kulturze, ale w ogóle. I pomimo faktu, że napisano już o niej niemało wierszy, scenariuszy filmowych, a nawet wymownych mądrości w windach, to temat nadal jest niewyczerpany – kolejnym dowodem jest ten tekst. Spróbujemy więc poddać ją analizie filozoficznej mając nadzieję, że dowiemy się przez to czegoś o człowieku.

Na początku określimy co rozumiemy pod słowem miłość, bo choć jest to jedno z najbardziej rozpoznawalnych w naszej kulturze pojęć, to – jak to już bywa – jest ono przeróżnie rozumiane.

Zatem przez miłość będziemy rozumieć akt skierowany ku dobru Drugiego. Warto zwrócić uwagę, że obejmujemy także w ten sposób relację matki do dziecka oraz miłość braterską – jest to zgodne z intuicją autora; wszak miłość oblubieńcza ma to wspólnego z miłością matczyną, że jest gotowa na poświęcenie, a nawet na śmierć dla dobra ukochanego. Rozwiawszy interpretacyjne wątpliwości możemy przejść do naszych rozważań.

Teza 1. Miłość nie jest uczuciem

Po dokonanych tutaj uwagach taka teza brzmi co najmniej tautologicznie. Z definicji dowiadujemy się bowiem, że miłość jest aktem woli tzn. decyzją, a więc nie jest uczuciem. Warto to wciąż podkreślać, bo wydaje się, że dziś wiele osób myli miłość z zakochaniem. Dobrze to widać w języku: mówimy  czasem „moja miłość do Ciebie się wypaliła” zamiast „postanowiłem, że już nie będę Cię kochał”. Więc do bólu będę podkreślał– kochać to nie znaczy czuć, ale wybieraćpodejmować decyzję i w konsekwencji działać dla Drugiego. Miłość realizuje się w działaniu, które podejmujemy nierzadko wbrew uczuciom. Oczyszczona i mądrze przeżywana emocjonalność może służyć miłości, ale nie musi. Podsumowując, miłość jest zjawiskiem zachodzącym na poziomie woli, nie emocji.

Jak się ma to do zakochania i oczarowania, czyli tych stanów emocjonalnych, kiedy mamy motyle w brzuchu? Otóż, zakochanie może prowadzić do miłości, ale wcale nie musi – przykładem tego może być wierny mąż, który choć jest zauroczony koleżanką z pracy (poziom emocji), postanawia ograniczać kontakty z nią ze względu na wierną miłość do żony (poziom woli).

Teza 2: Miłość jest właściwa tylko naturze ludzkiej

Wbrew temu co twierdzą naturaliści, a mianowicie, że człowiek jest jednym ze zwierząt, które niczym szczególnym nie wyróżnia się ze świata natury, możemy powiedzieć, że istnieje jednak taka cecha człowieka, która czyni go wyjątkowym na tle natury. Jest nią właśnie miłość.

Dla naturalistów miłość to tylko jeden z mechanizmów adaptacyjnych, które wykształciła w nas ewolucja, a miłość to nie jakiś podniosły wewnętrzny stan, lecz tylko poruszenie wybranych receptorów w mózgu, które pobudza nas do prokreacji z tym lub innym partnerem ze względu na jego cechy takie jak bycie zdrowym, posiadanie odpowiednich hormonów itp. To wszystko. Warto od razu zaznaczyć, że nie jest to czysto naukowe podejście (coś takiego nie istnieje), lecz pewna filozoficzna interpretacja pewnych wyników naukowych. Pokażemy teraz jakie problemy takie podejście spotyka oraz zaprezentujemy alternatywną interpretację.

Błąd takiego rozumowania jest potrójny. Po pierwsze, sprowadza się miłość do zakochania ignorując kluczowe rozróżnienie, które już poczyniliśmy. Po drugie, prowadzi do absurdów, które trudno zaakceptować, nawet mówiąc o samym zakochaniu. Czy naturalista, który właśnie zakochał się w pięknej dziewczynie, nie będzie zapewniał jej o swojej miłości, chwalił jej wdzięków i recytował wierszy? Wszak, będąc szczery ze swoimi poglądami, powinien raczej stwierdzić: patrząc na Ciebie moje połączenia nerwowe pracują nieco szybciej, a receptory węchu C21 i B6-08 poruszone przez Twoje naturalne feromony uwalniają we mnie dopaminę. I choć można by upierać się, że poezja, sztuka i inne działania motywowane zakochaniem to tylko „kulturowa forma wyrażania” tego, co w nas biologiczne, to tak naprawdę mało kto szczerze akceptuje redukcję tego, co w nas duchowe do poziomu wyłącznie cielesnego/psychicznego.

Trzeci problem jest natury filozoficznej. Jeżeli przyjmiemy naiwną teorię ewolucji (samosterujący, ślepy mechanizm, który przez dobór naturalny pozwala nam przetrwać i doskonalić się), to możemy zapytać się w jakim celu ewolucja „wytworzyła” miłość? Przecież miłość absolutnie nie służy przetrwaniu i rozwojowi gatunku – wręcz przeciwnie, nierzadko staje im na drodze. Jeżeli miłość jest czymś więcej niż zakochanie (zredukowane do mechanizmu reprodukcji), to nie może być tzw. mechanizmem adaptacyjnym – wszak miłość mocno ogranicza nasze biologiczne popędy (jak monogamia), prowadzi nierzadko do nienaturalnych poświęceń oraz stwarza mnóstwo niepotrzebnych ram, zachowań i instytucji „na około” miłości.

Z tych zarzutów jesteśmy w stanie wyciągnąć pozytywny wniosek. Jeśli miłość nie została wytworzona przez ewolucję, która działa celowo i oszczędnie, to musi leżeć niejako w naturze człowieka. Warto także zaznaczyć, że takich wyrazów miłości próżno szukać u jakichkolwiek innych zwierząt – które dają się wytłumaczyć w paradygmacie teorii ewolucji. Możemy więc stwierdzić: miłość jest czymś znacznie więcej niż mechanizmy reprodukcyjne i jest zakorzeniona w naturze człowieka.

Teza 3: Wszyscy pragniemy miłości – kochać i być kochanymi

Jeżeli przyznamy, że teza druga jest prawdziwa, tzn. jeżeli miłość (bycie podmiotem w miłości) jest differentia specifica natury ludzkiej, to możemy stwierdzić, że rozwój człowieka musi odbywać się właśnie przez miłość, gdyż z pewnością ta zdolność do kochania jest bardzo ważną (może najważniejszą) częścią życia – dziś nazwalibyśmy to raczej „supermocą”.

Człowiek miłości potrzebuje – tego możemy być pewni: wystarczy spojrzeć na niemowlaka, który od samego początku ma bardzo intymną relację z matką, a potem z najbliższą rodziną. I nie chodzi tylko o zapewnienie bytu, czy poczucie fizycznego bezpieczeństwa – chodzi również o bycie akceptowanym, czyli tzw. poczucie bezpieczeństwa wewnętrznego, które w ogromnej mierze kształtuje naszą tożsamość na całe życie. To najbardziej podstawowe pragnienie nosimy w sobie nieprzerwanie: dojrzewając, wychodząc z domu, zakładając rodzinę, jadąc na wakacje etc.

Bazując na tych psychologicznych uwagach możemy wnioskować, że miłość jest naszą pierwszą duchową potrzebą. Dodatkowo, jak przekonują psychologowie, zdrowa miłość zawiera w sobie wszystkie inne potrzeby naszej psyche – kształtuje nas jako osoby, umożliwia budowanie zdrowych relacji i uzdalnia do prawidłowego wchodzenia w wiele innych dziedzin życia.

Warto też zaznaczyć, że samo otrzymywanie miłości, tzw. afirmacja nie spełnia tego pragnienia. Równoległym pragnieniem jest dawanie miłości. Najtrafniej oddał to Augustyn pisząc, że jego jedyną troską jest kochać i być kochanym. Kochać można tylko wtedy, gdy ma się doświadczenie bycia kochanym. To doświadczenie nie tylko umożliwia kochanie, ale wręcz je powoduje – znaczy to, że zdrowa miłość nie zamyka się tylko w braniu, ale sama popycha do dawania.

Teza 4: Miłość jest najlepszym sensem życia

Aby ją uzasadnić powyższe stwierdzenie będzie wykazać, że żadna inna rzecz, która ma zapewnić życiu ludzkiemu sens nie robi tego w lepszym stopniu niż kochanie. Musielibyśmy także wskazać jakieś kryterium mierzenia i oceniania tych sensów.

Naszym kryterium ustanowimy poczucie spełnienia, które może towarzyszyć ludziom w trakcie życia, a które ujawnia się przede wszystkim w perspektywie jego rychłego końca. Mówiąc obrazowo: jeżeli ktoś leżąc na łożu śmierci czuje się spełniony i szczęśliwy, to model życia, który obrał uznamy za wartościowy. Zdaję sobie sprawę, że to kryterium jest wybrane arbitralnie, ale nie ma tu miejsca na rozważania nad metodami obierania kryteriów.

Nie będziemy również rozważać innych możliwych sensów życia, takich jak kariera, władza, zdobywanie sławy itp. Zaufamy, że obserwacje autora i czytelnika są zbieżne w temacie ulotności tych dóbr, które w perspektywie rychłej śmierci tracą wartość i nie zapewniają szczęścia i poczucia spełnienia.

Ale czy miłość daje to poczucie? Posłużę się tu słowami Alberta Einsteina, które bynajmniej nie mają stanowić argumentu, lecz raczej oddać moją intuicję: „Żyjemy i umieramy z miłości […] bo tylko życie poświęcone innym jest warte przeżycia”. Wspomniany fizyk na pewno nie może stanowić autorytetu w rozważaniach etycznych, ale jako człowiek, który miał doświadczenie sławy, pieniędzy i dokonywania wielkich odkryć naukowych może nas do czegoś zainspirować takimi słowami. Fakt, że nie wskazuje on żadnego ze swoich osiągnięć jako właściwego sensu życia człowieka dowodzi, że ani sława, ani pieniądze, ani służba nauce nie mogą stanowić uniwersalnego sensu życia.

Zatem stawiamy tezę, że nasze życie ma sens tylko wtedy, gdy podporządkujemy je miłości. Rozważając niesamowite historie ludzi, którzy to zrozumieli, możemy tym bardziej się w tym utwierdzać. Ta teza wydaje się najlepiej korespondować z faktami oraz z chrześcijańską antropologią, ale także niesie ona wielce pozytywne konsekwencje, co czyni ją jeszcze bardziej atrakcyjną także poza kręgiem chrześcijan.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *