O czym nam mówią martwe ciała?

TO NIE JEST TEKST O ZOMBIE – pytanie, które sobie stawiamy dotyczy raczej tego w jaki sposób istnieje przeszłość, a konkretnie przeszłość osób zmarłych. Brzmi bardzo filozoficznie? Może i tak, ale odpowiedź na to pytanie może przynieść odpowiedzi na znacznie ważniejsze pytania – dotyczące nas, naszej kultury i prawa, a nawet ultraważnego pytania o „życie po śmierci”.

Jak na filozofów przystało powinniśmy podejść do tematu rzetelnie. A tak to już bywa z filozofią, że zaczyna od rzeczy tak oczywistych, że aż niewartych zastanawiania się, a kończy na rzeczach tak paradoksalnych, że trudno w nie uwierzyć (słowa Bertranda Russella). Zacznijmy więc od trywialnego pytania:

Dlaczego otaczamy szacunkiem ciała zmarłych, a zwłaszcza bliskich zmarłych?

Jeden z moich profesorów podał kiedyś kiedyś bardzo dobitny przykład. Wyobraź sobie, że jesteśmy na ogromnym cmentarzu, wszędzie dookoła są groby, gdy nagle nachodzi cię ogromna potrzeba oddania moczu (możemy założyć, że masz problemy z pęcherzem). Oddawanie moczu na czyjś grób wydaje się być jednak czymś karygodnym, prawda?

Zastanówmy się dlaczego. Pierwszy powód, który przychodzi na myśl to nieuszanowanie tych osób lub miejsca. Ba, nawet taka rzecz jest usankcjonowana prawnie jako profanacja zwłok lub miejsca pamięci. Jest to oczywiste w każdej kulturze, że zmarłym należy się szacunek – to jedna z tych rzeczy, które wszyscy ludzie ze sobą dzielą: poszanowanie dla zmarłych (zwłaszcza bliskich).

Dlaczego jednak szanujemy ciała zmarłych i tzw. miejsca pamięci? Poddajmy te rozważania logicznej analizie. Możliwości są dwie: 1) okazujemy szacunek zmarłym, którzy jakoś ciągle istnieją, pomimo tego, że nie żyją fizycznie (np. ich dusza istnieje); 2) szanujemy zmarłych i miejsca pochówku, ze względu na pamięć zmarłych, którą mamy – a zatem zmarli w żaden sposób nie istnieją poza ciałem, lecz tylko i wyłącznie w naszych wspomnieniach o nich. Innych alternatyw nie ma.

Mówiąc skrótowo, pierwsze podejście polega na zaakceptowaniu duszy (niematerialnego pierwiastka w człowieku), która jakoś trwa po śmierci ciała. Drugie podejście możemy nazwać naturalistycznym, czyli takim, które redukuje człowieka do jego ciała: wraz z ciałem umiera człowiek, a życie po śmierci to wymysł strachu ludzkiego o swoje życie, który – przez instrumenty religijne – jest formą zniewolenia ludzi. Dość popularne w zachodniej kulturze podejście.

Przyjrzyjmy się najpierw tej drugiej możliwości: w tym przypadku załatwienie się na czyjś grób nie jest obrazą tejże osoby – wszak żadna osoba już nie istnieje, są tylko resztki rozkładającego się ciała – lecz jest obrazą bliskich tej osoby, bo szkaluje pamięć o niej. Tu jednak spotykamy dwa problemy: czy jeśli dana osoba jest zapomniana przez wszystkich, to czy nadal mamy do czynienia z profanacją? Wszak nie ma żadnych ludzi, którym przeszkadzałoby wydobycie kości tej osoby i użycie ich w innym celu lub użycie prochu do posypywania zimą chodników. Jeżeli osoby istnieją tylko w naszych wspomnieniach, a tych wspomnień już nie ma, to naturaliści muszą na to przystać.

Inny problem tego podejścia jest bardziej ogólny: czy możemy zredukować istnienie osoby do naszych wspomnień o niej? Wszak prawo poszanowania zwłok, które nas obowiązuje (i które jest dość starym i powszechnym prawem) nie może opierać się o wspomnienie – czyimś szczątkom należy się szacunek nie dlatego, że jest to czyjś bliski, ale dlatego, że są to czyjeś szczątki tj. należały do jakiegoś człowieka i to jemu należy się szacunek.

Wydaje się więc, że naturalista jest w poważnym tarapatach – takie stanowisko wydaje się nie do utrzymania, a co więcej jest wbrew tzw. ludzkim odruchom. Jeżeli tracimy kogoś bliskiego, i chowamy jego szczątki w jakiś uroczysty sposób, to nie robimy tego ze względu na nasze wspomnienie, lecz dla tej osoby: wierząc mniej lub bardziej świadomie, że ta osoba nie istnieje tylko w naszej głowie, ale, że jeszcze jakoś jest. Tutaj dochodzimy do opcji 1.

Możemy więc stwierdzić, że dużo prostszą i zgodną z intuicją opcją (mowa np. o doświadczeniu śmierci kogoś bliskiego) jest uznanie, że ta zmarła osoba jakoś istnieje i szacunek, który okazujemy jej ciału i miejscu pochówku jest nie tylko troską o nasze wspomnienia i samopoczucie, ale jest skierowane do niej samej.

A zatem jeśli alternatywa, którą postawiliśmy jest prawdziwa, to dochodzimy do następującego wniosku: szacunek okazywany zmarłym oraz mogiłom wymaga uznania, że jest jakaś ciągłość w istnieniu człowieka po tym jak umiera, a więc jakieś formy istnienia po śmierci. Nie jest to dowód sensu stricto, lecz jest to raczej pokazanie, że jeżeli zachowujemy się w pewien sposób wobec zmarłych i na podstawie tego ustanawiamy prawo, to musimy zaakceptować tę prawdę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *